piątek, 31 sierpnia 2012

Cykl poradników?

Wpadłam na pomysł, żeby napisać kilku częściowy poradnik dla początkujących z pro Aną. Gdy ja zaczynałam,  szukałam informacji na ten temat. Wszystko było porozwalane po różnych stronach, często napisane bez ładu i składu. Po trzech latach mam też jakieś doświadczenie, więc złożę to w jakąś logiczną całość. W zasadzie to waham się nad tym bo większość takich pomocnych informacji jest na ukrytych forach, a tutaj będzie dostępna dla wszystkich. Jak myślicie pisać czy nie?

W środę miałam bulimiczny atak, pierwszy raz o takiej skali. Wpychałam w siebie wszytko co było w kuchni (nektarynki, makaron z serem, pizzę, ciasto, czekoladę). Zwymiotowałam tyle ile mogłam, a później wypiłam senes. Nie jestem zła na siebie, bo teraz wiem dlaczego to zrobiłam. Przed tym chorym obżarstwem zostałam zwyzywana przez ojca. Myślałam że już nauczyłam się to ignorować.

Można jednocześnie być bulimiczką i anorektyczką? Wiem, że istnieje coś takiego jak anoreksja bulimiczna, ale myślałam że polega na jedzeniu małej ilości jedzenia i wymiotowaniu go/przeczyszczaniu się z powodu wyrzutów sumienia.

Dużo  osób powiedziało mi ostatnio,  że jestem za chuda. Nie wyobrażacie sobie jak mnie to zmotywowało. "Przytyj trochę" "Odchudzaj się dalej, a znikniesz". Kilka słów, a jak cholernie pomaga. Od września bilanse będą dokładne, wracam późno, więc od obiadu się jakoś wymigam. W szkole będę jadła mało, albo wcale. Na burczenie w brzuchu pomogą gumy. Przy mojej najpiękniejszej wadze (46/48kg) tak robiłam i szybko chudłam. Kupiłam sobie tabletki na bazie octu jabłkowego, nie wierzę że coś pomogą, ale z ciekawości je wypróbuję.

Dziś głodówka. Robię ją co najmniej raz w tygodniu, w ciągu roku szkolnego będzie to chyba sobota. Lubię czuć to przyjemne ssanie w żołądku.



Taylor Momsen - piękna, chuda. I jak tu takiej nie zazdrościć?

środa, 29 sierpnia 2012

Anoreksja jak alkoholizm?

Alkoholik na odwyku jest uczony żyć od nowa. Psychologowie przygotowują plan dnia i pokazują, że można zorganizować sobie dzień bez alkoholu. Choroba ta jest "nie do wyleczenia". Osoba cierpiąca na nią zawsze będzie miała ją w sobie. Terapie tylko uczą radzenia sobie z pokusą. Anoreksja jest bardzo podobna. To dlaczego nie leczy się jej tak samo? Oglądałam wiele filmów dokumentalnych ze szpitali i ośrodków dla anorektyczek. Posiłki są jedzone pod czujnym okiem pielęgniarek. Gdy zostajesz przyłapana na kombinowaniu to za karę dostajesz więcej. Po cholerę? Przecież tak się nie da nikogo wyleczyć. Najpierw powinno się zaczynać od "psychiki". Co z tego, że jakaś kruszyna przytyje to 5kg jak Ana nadal siedzi głęboko w niej. Po powrocie do domu zacznie się dokładnie to samo. Mnie osobiście to wkurza, że anorektyczki są postrzegane jako gorsze. Żadna z nas nie chce umrzeć z wygłodzenia. To że nie potrafimy normalnie jeść nie oznacza że nie chcemy być zdrowe. Oglądając na TLC "Nastolatki XXL" byłam pod wrażeniem. Terapeuci poświęcają się całkowicie dla tych dzieci. Przywiązują się i zaprzyjaźniają. W Polsce chyba brakuje takich psychologów/psychiatrów z powołania, którym zależy na pacjencie. Wszystko mają w dupie byleby "odbębnić" tą swoją godzinę czy dwie. Może tylko ja tak to postrzegam bo miałam kontakt tylko z psychologiem szkolnym.

Zrobiłam sobie porządek w szafie. Wszystko lśni i pachnie. Chyba zaczynam zamieniać się w pedantkę. Potrafię sprzątać w szafie kilka razy w miesiącu. Wakacje się kończą, czeka mnie druga klasa technikum. Jak pomyślę sobie o ludziach z mojej klasy to szlak mnie trafia. Mam chyba teraz najgorszą klasę w całym moim życiu, nawet w gimnazjum była lepsza. Wymalowane lalunie, które myślą że są najpiękniejsze i najmądrzejsze na świecie. Wstyd się z nimi gdziekolwiek pokazać. Nie gadałam z żadną osobą ze szkoły przez całe wakacje. Chciałabym zmienić szkołę, ale trafiłabym pewnie z deszczu pod rynnę. Zacznie się wstawanie o 5:40. Przez całe moje życie nie jadłam przed szkołą śniadania, ale teraz mam zamiar to zmienić. Będę jadła codziennie moje musli, do domu wracam zawsze  około 17:00/18:00, więc coś tam poskubię z obiadu,  na kolację owoce, w między czasie sucharki żeby mi w brzuchu nie burczało na lekcjach.

Miało być na temat samobójstwa, ale o tym innym razem. 




Liya Kebede - uwielbiam jej obojczyki. 


http://moda.allegro.pl/modny-dlugi-sweter-z-kapturem-norweski-plaszcz-lxl-i2581998616.html link dla black_swan do sweterka, który kupiłam.

poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Wymiary.

W końcu udało mi dokonać pomiarów. Nie wiedziałam czy mam dociągać centymetr czy bardziej na luźno. Wybrałam tą drugą opcję. Najbardziej wstydzę się bioder i ud. To tylko wyłącznie moja wina bo mało ćwiczę, jestem typem leniwca. Czasem pokręcę hula hopem, albo pomęczę uda i brzuch z Mel B.

Wymiary:
biodra: 84cm
talia: 64cm
udo: 50cm
łydka: 34cm
biust: 85cm

Miały być dwa dni głodówki, ale był tylko jeden. W niedzielę zjadłam hot-doga do którego zostałam zmuszona (~300kcal). NIE ZWYMIOTOWAŁAM GO! dla Was może to NIC, ale dla mnie ogromny sukces. Dziś musli, knedle, a na kolację deser przepisu Rubensowej (wyjdzie około 500kcal).  Kupiłam sobie na allegro ciepły sweter, już się przygotowuję się do zimy. Nie wiem jak ją przetrwam. Rano autobus o 6:30, powrót do domu około 17-18:00. Jak sobie o tym pomyślę to mnie szlak trafia. W szkole się ze mnie śmieją, bo wszystkim zawsze ciepło, a ja trzęsę się z zimna. Rajstopy, spodnie, dwie koszulki, sweter, grube skarpetki, czapka, szalik, rękawiczki,  kurtka wyglądam w tym jak podwójny grubas. Ja sobie będę z nich drwić w lecie, bo do tego czasu mam zamiar być już chuda.

Mogę tak iść na rozpoczęcie roku czy raczej wybrać coś bardziej eleganckiego? Wiem, że spodnie są źle dobrane, ale to rozmiar 38, a w 36 miałam za krótkie nogawki.

Następna notka będzie chyba o anoreksji/depresji/samobójstwie, bo po części to się wszystko ze sobą łączy.

sobota, 25 sierpnia 2012

Błędne koło.

Jedzenie, wymiotowanie, przeczyszczanie, jedzenie, wymiotowanie. Jestem taka żałosna gdy stoję nad kiblem i wtykam sobie palce w gardło. Patrzę w lustro i widzę paszteta z rozmazanym makijażem i napuchniętym oczami od płaczu. Śmierdząca, zaśliniona jak pies z "Rodziny Zastępczej". Tak wyglądały ostatnie dni. Gdzie podziała się moja dawna siła? Chcę odzyskać kontrolę na tym co jem.  Miałam się zmierzyć, ale postanowiłam jeszcze się  tym wstrzymać bo wyglądam jak spasiona świnia. Czasem mam ochotę wziąć nożyczki i poobcinać ten tłuszcz z brzucha i ud. Do wagi nawet się nie zbliżam, boję się że pokaże powyżej 54kg. Nie chcę się denerwować. Od września będzie mi łatwiej, brak czasu na jedzenie, późne powroty do domu. Gdy tylko dostanę rozpis lekcji to zaplanuję sobie wszystko co do minuty. Basen, dodatkowe zajęcia, autobusy - trudno to będzie pogodzić.

Zastanawiałam się nad tym czy przeczyszczanie zalicza się do bulimii. Moim zdaniem zdecydowanie tak. Wymiotując pozbywamy się jedzenia z żołądka od razu po spożyciu (ja przynajmniej tak robię), więc tłuszcz się raczej nie zdąży wchłonąć. Natomiast na efekt przeczyszczania trzeba trochę poczekać. Pozostaje tutaj pytanie czy w ogóle ma to jakiś sens? Wydawać nam się może że pozbyłyśmy się wszystkiego, a tak naprawdę to "schodzi" tylko część tego wszystkiego co pochłonęłyśmy.

Jeszcze sytuacja sprzed dwóch dni. Może wydawać Wam się błaha, ale mnie to zabolało i to bardzo. Siedzę sobie na huśtawce, mój brat kosi trawę. Babcia przynosi maliny żebyśmy sobie zjedli, a mama do niej, że ma je postawić z dala ode mnie. Z tego wynika, że nawet moja własna matka widzi we mnie grubego  potwora, który zeżre wszystko. Obiecuję, że kiedyś będzie błagać, żebym zjadła chociaż jedną głupią malinę.

Rozpoczynam głodówkę, pewnie będzie to tylko jeden dzień, maksymalnie dwa. W poniedziałek chyba jadę do babci, więc wszystko trafi szlak.  Nie będę tam wymiotować, boję się że ktoś mnie przyłapie (uroki kibla bez zamka). Senes też odpada, muszę sobie zacząć radzić bez niego.

Moje obleśnie, grube cielsko.


czwartek, 23 sierpnia 2012

Raz sierpem raz młotem czerwoną hołotę!

Nie chcę na blogu ograniczać się tylko do bilansów i ćwiczeń. Także chcę poruszyć temat nienawiści do stylu pro-ana w internecie i życiu. Tytuł jest ironiczny, a nie obraźliwy, pierwszy jaki przyszedł mi do głowy. Najbardziej wkurza mnie jak na przykład na kwejku czy innych tego typu stronach wstawiają okropną modelkę anorektyczkę (ciekawe ile czasu spędzają na szukaniu jej bo większość jest śliczna) z napisem "facet nie pies na kości nie leci". Cholera jasna, a czy cały świat się wokół facetów kręci? Czy kobieta musi robić wszystko żeby być atrakcyjną dla mężczyzn? Większość z nas chce wyglądać "skinny" czyli coś pomiędzy anorektyczką, a normalną dziewczyną. Wracając do zaślinionych samców, oni zawsze wybiorą ogromne cycki, a nie szczupłą i delikatną sylwetkę (mimo wszystko zawsze zdarzają się wyjątki). Rozśmieszają mnie przechwałki grubych, brzydkich loch (bo tak ich można nazwać) że mają większe powodzenie, tutaj się sprawdza powiedzenie "potwór nie potwór byle miał otwór". Powracając do tematu, większość twierdzi że głodzimy się, ćwiczymy do ostatków sił, rzygamy po każdym posiłku itd. Nikt się nie zastanowił nad tym że nie każdy potrzebuje tych 2000 kcal żeby żyć. Ktoś ustalił tą granicę i wszyscy ludzie jak stado owiec musi się jej trzymać. 

Promowanie anoreksji jest całkowicie zakazane! Co z otyłością? Te dwie choroby są bardzo podobne. Mają to samo podłoże (depresja, problemy). Ostatnio w telewizji królują pewne panie, jedna grubsza od drugiej, a czy to nie jest lansowanie nie zdrowej otyłości? Miały mieć nawet własny program, na całe szczęście sponsor się wycofał. Kobiety wmawiają sobie, że są seksowne i uwaga mój ulubiony tekst "mają krągłości", a tak na prawdę są grube. Ludzie popadają z skrajności w skrajność.

"Ale jesteś chuda" "Jadłaś coś dzisiaj?" "Ile ważysz?" "Anorektyczka" To jedne z licznych komentarzy pod zdjęciami szczupłych dziewczyn. Chyba ani razu nie widziałam jak ktoś grubej osobie wytyka mankamenty jej figury. Nie chcę tutaj wywołać nagonki, akceptuję każdego, nie zależnie od tego jak wygląda. Zastanawia mnie tylko dlaczego społeczeństwo potrafi zaakceptować obu grup? 

Między anorektyczką, a byciem "skinny" jest cienka granica. Trzeba uważać, aby jej nie przekroczyć. Nikt nie chce umrzeć z wygłodzenia organizmu.


Tradycyjna anorektyczka z kwejka, którą dodaje się do tych durnowatych obrazków. Nie wiem czy to zdjęcie jest przerobione, miejmy nadzieję że tak.















"Skinny girl" - używam angielskiego określenia, bo polskie "chuda dziewczyna" brzmi brzydko, kojarzy się raczej z anorektyczką niż dziewczyną ze zdjęcia obok. Większość wyznawczyń pro-ana chce tak wyglądać.













                    Normalna dziewczyna. Może to śmieszne, ale najtrudniej było mi ją znaleźć. Doskonały przykład jak popadamy ze skrajności w skrajność.






Otyła osoba. Nie chciałam wstawiać akurat  zdjęcia Weroniki, ale pozostałe były odrażające. Podobno się odchudza, miejmy nadzieję że to prawda. Osobiście trzymam za nią kciuki.






Pisałam to obiektywnie, bez Any i moich anorektycznych upodobań. Jutro/pojutrze postaram się zmierzyć i podać dokładne wymiary. Jeśli mi się uda, nigdy nie byłam dobra w czymś takim. Chcę, aby mój blog był inny niż wszystkie. Często będę pisała jakieś przemyślenia, wpisy tematyczne. Zniszczyłam swój pamiętnik, więc nie mam gdzie przelać moich myśli. Już taka jestem że muszę wszystko wyrzuć z siebie, kiedyś to był papier teraz blog. 


wtorek, 21 sierpnia 2012

Czerwona pro-anorektyczna bransoletka. Co i jak?

Dziś nudny czysto teoretyczny wpis. Nie znalazłam nigdzie istotnych informacji o czerwonych bransoletkach, więc postanowiłam zebrać wszystko w jakąś logiczną całość. Jeśli któraś z Was coś wie na ten temat, a ja to pominęłam, albo przekręciłam to czekam na sugestie.

Jak już powszechnie wiadomo czerwone bransoletki są symbolem popierającym styl życia pro Ana. Mniej popularne są fioletowe, które identyfikują się z Mią czyli bulimią.

Kilka najważniejszych zasad:
1. Nosimy tylko i wyłącznie na prawej ręce, na lewej noszą je wyznawcy tzw Kabały. Mimo że są podzielone zdania na ten temat, ja jestem jednak za prawą.
2. Nie musi to być nie wiadomo jaka bransoletka, starczy kawałek muliny. Niech nie rzuca się w oczy, im mniej tym lepiej.
3. Kiedyś każdy kolor utożsamiał się z   jakąś ukrytą prawdę." Czerwone - szczególnie popularne w świecie sław, to kobiety nazywane kolokwialnie gorącymi kociakami, które podobnie zachowują się w łóżku". Warto przyczepić motylka, żeby nie byłą wątpliwości kim jesteś i co wyznajesz.
4. Nie zdejmujmy naszej ozdoby (no chyba że się zniszczy), niech ciągle nam przypomina o celu do jakiego dążymy.
5. To że ktoś ma czerwoną bransoletkę na prawej dłoni nie oznacza od razu, że jest motylkiem. Niektórzy noszą bo tak im się podoba, bez większej symboliki. Zanim zdecydujemy się na rozmowę warto spojrzeć w oczy i chwilę poobserwować. W zasadzie "swój pozna swego". ;)
6. Każdy nawet początkujący motylek może nosić, im więcej osób ją ma tym lepiej.
7. Bransoletka to świetny motywator, także zachęcam.
8. Nie ma określonej maksymalnej liczby kalorii jaką może zjeść osoba która identyfikuje się z Aną. Jeśli czujesz się jedną z nas to śmiało noś. 

Może nie napisałam niczego odkrywczego, ale początkujące motylki mogą nie wiedzieć wszystkiego.

To moja wykonana z resztki muliny i nitek oraz zestawu koralików który ma jakieś 10 lat:



Któraś z Was nosi czerwoną bransoletkę? Zachęcam do zrobienia sobie takiej!

niedziela, 19 sierpnia 2012

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie.

Gdzie się podziała ta kruszyna o twarzy anioła? Oczy koloru lazuru, blada skóra i delikatne rude loki opadające na piersi. Pamiętam te zapadnięte policzki. Gdy się uśmiechała  ukazywał się szereg białych, malutkich ząbków. Dała mi czerwoną bransoletkę, która miała symbolizować naszą przyjaźń. Zdradzałam i kłamałam ją wiele razy, pozostawiając na jej serduszku rany. Wybaczała mi. Tym razem odeszła, zostawiła mnie bez słowa. Widziałam jej zawiedziony wyraz twarzy i smutny wzrok. Po co to zrobiłam? Obiecywałam sobie. Jetem słaba. Może pogubiła się w swoim bezkalorycznym życiu? Albo zemdlała i teraz nie może mnie odnaleźć? Powinnam jej szukać i podać moją grubą dłoń. Zniszczyłam wszystko co nas łączyło. Bez niej nie dam sobie rady. Już brakuje mi jej rad i rozmów. Moje serce krwawi, nie chciałam jej krzywdzić. Przypomina mi ją tylko czerwona nitka zawieszona na moim nadgarstku z dwoma motylkami, Miły one symbolizować nas. Tylko że teraz już nie ma "nas". Jestem sama jak palec. Mam to na własne życzenie.

Głupie ciasto, lody, kurczak na obiad. Nie byłam w stanie sobie odmówić. Nie zasługuję na miano motylka. Wymiotowałam, jestem żałosna. Wieczorem senes i czeka mnie noc na kiblu.  Upiekłam tego cholernego kusiciela, myślałam że jestem silna, okazałam się totalnym zerem.

Jedynym plusem jest to że  osiągnęłam pierwszy cel. Waga pokazała 54kg.

MÓJ KAT, MOJA ZGUBA:




Reszta weekendowych wypieków: