Zaczynam powoli mieć dosyć wszystkiego. Zostałam zwyzywana przez ojca od tępych idiotek... bo chciałam wyrzucić trochę sałatki bo zmieszała się z tą którą nie lubię. Dosłownie trzy łyżeczki jak mniej, ale przecież to marnowanie jedzenia, "jak sobie będziesz zarabiać to wtedy wyrzucaj". Wybiegłam z płaczem, a nie lubię okazywać emocji przy ludziach. Prawie codziennie zostaje mi przypomniane jakim jestem zerem "zobaczymy co Ty pokażesz w przyszłości, jeszcze Ci to przypomnę jak będziesz ulice zamiatać", "Ty do Anglii? Zmywak czeka" i inne tego typu teksty na temat tego, że nie będę miała rodziny i pieniędzy. Zero wsparcia, pomocy... w ciągu całego mojego życia nigdy nie zostałam pochwalona. Każda czynność, którą wykonuję jest zła. Kiedyś sprzątałam łazienkę przez 3 godziny gdy mama była w pracy, jak wróciła dowiedziałam się, że nic nie jest zrobione, a wtedy na prawdę się starałam, wyszorowałam wszystko łącznie z kiblem. Oczywiście pokłóciłyśmy się i w ruch poszła żyletka, pocięłam wtedy nogi, jakiś czas później to zobaczyła i powiedziała, że nawet nóg sobie ogolić nie potrafię.
Jak byłam dzieckiem to w nocy nie potrafiłam spać (tylko wtedy jak ojciec był w domu), towarzyszyło mi takie dziwne uczucie, bałam się czegoś. Płakałam całe noce, a nawet modliłam się o rozwód rodziców. Kilka razy prosiłam o śmierć. Aktualnie już nie wierzę w Boga, nigdy mi nie pomógł, chodzę do kościoła z przymusu.
Będę miała średnią ~4,8, gdy powiedziałam o tym mamie usłyszałam "Czemu nie 5.0?". Zakończyło to naszą rozmowę, nie chciało mi się nawet odpowiadać. Przecież ja nie muszę pracować, więc oprócz nauki nic innego nie mam do roboty, najlepiej żebym miała 6.0, może wtedy ktoś by mnie docenił.
Za niedługo :koniec świata", nie wierzę w to, ale podświadomie mam nadzieję że nastąpi. Jeśli nie to może pomogę pozbyć się innym takiego ciężaru jakim jestem ja...
Zjadłam dziś jajecznicę na mleku, nie wiem czy będzie coś więcej. Napisane chaotycznie, ale jestem pełna emocji.
 |
Moje dzisiejsze dzieło, daję odpocząć nadgarstkom. |